Dlaczego dietetycy kłamią?
Żeby zarobić.

Ryh

Tak, Natasza i ja byliśmy, jesteśmy i pozostaniemy dietetykami – głównie dlatego, że raz zdobytej i mocno ‘przetrawionej’ wiedzy nie da się ot tak wyrzucić. Oczywiście można zapomnieć o tych lub innych szczegółach, ale ogólne rozumienie problemu – zawsze pozostaje.

Zrezygnowaliśmy jedynie z zarabiania pieniędzy w zawodzie dietetyka, ponieważ trudno jest zarabiać w ten sposób BEZ OKŁAMYWANIA pacjentów. A my nie chcieliśmy kłamać.

Zanim powiem coś więcej o kłamstwach dietetyków:

Pomimo tego, że nie pracujemy w zawodzie – na tym blogu chcemy dzielić się z Wami wszystkim, co wiemy o żywieniu. Może nie nazbyt systematycznie, może nie po kolei, ale – miejmy nadzieję – ciekawie. Tym bardziej ciekawie, że inne wegańskie blogi rzadko kiedy zajmują się wiedzą na temat fizjologii i biochemii procesów odżywiania. Zajmują się głównie przepisami wegańskimi i etyką wegańską – filozofią życia bez przemocy oraz problemami natury ekologicznej. Tymczasem zwykłemu ‘człowieniowi’ wciąż trudno jest odnaleźć fakty i argumenty przemawiające za wyborem diety roślinnej – z powodów nie mających źródeł w ideologii, ale w ZDROWYM ROZSĄDKU.

Być może dzięki jednemu z naszych wpisów na blogu ci, którzy uważają dietę opartą o produkty roślinne za głupotę i szaleństwo – zrozumieją, że tak naprawdę tzw. weganizm to coś więcej niż ideologiczne credo. Chodzi o to aby być ZDROWYM. Być zdrowym jak najdłużej, UNIKAJĄC CHORÓB, na które wcale nie musimy umrzeć.

A Ty – jeśli już jesteś fanem diety wegańskiej lub roślinnej – odnajdziesz tu argumenty, które zawsze będziesz mogła/mógł przywołać w każdej dyskusji na temat żywienia.

Dajmy przykład:
Ci, którzy twierdzą, że człowiek jest mięsożerny, zwykle używają „argumentu uzębienia”: 

– Dlaczego posiadamy kły?

Kły służą do rozrywania pożywienia – OK. Ale czy rozrywać można tylko mięso? W takim razie – dlaczego kły mają również goryle? Rozdzierają łodygi i twarde pędy roślin – po to im (i nam) są kły.

A co z pozostałymi zębami? Czy kiedykolwiek widziałaś/łeś paszczę lwa? Oprócz kłów mają zredukowane siekacze i tzw. łamacze (ostatni górny przedtrzonowiec i pierwszy dolny trzonowiec). Czy ich siekacze są podobne do naszych? My – używamy ich do cięcia roślin. A zamiast łamaczy (działają jak nożyce tnąc kawały mięsa, które potem połykane są w całości) – mamy zęby trzonowe, służące do mielenia włókien roślinnych.

Teraz twoja kolej. Zapytaj:

– Skoro jesteśmy mięsożerni, to dlaczego nasza wątroba magazynuje tylko witaminy A, D, E, K – te, których brakuje w roślinach, za to dużo ich jest w produktach odzwierzęcych? Dlaczego nie magazynujemy w wątrobie witamin B i C – tych, w które obfite są rośliny? Gdybyśmy byli urodzonymi mięsożercami – byłoby odwrotnie, nieprawdaż?

Albo:

– Skoro jesteśmy mięsożercami – dlaczego nasze jelito jest tak długie, jak u zwierząt roślinożernych (nasze ma 8–9 metrów długości). W końcu mięsożercy mają krótkie jelita (2-4 metry), aby szybciej pozbyć się gnijących resztek.

Nasze ciało NIE JEST jest przystosowane do jedzenia dużych ilości mięsa! To jest powód powstawania raka w naszym jelicie grubym. Zbyt mało błonnika w diecie powoduje zaparcia, a zalegające tam resztki strawionego mięsa – prowadzą do powstawania ognisk tej choroby w ścianach jelita.

* *

Prawdziwym powodem naszej rezygnacji z zawodu dietetyka było to, że straciliśmy wiarę w samą koncepcję terminu „DIETA”. Ludzie nie powinni stosować diet! Ludzie powinni ZMIENIĆ SWOJE NAWYKI.

Co jest nie tak z dietami?
Po pierwsze – spójrzmy na statystyki: 95% diet nie działa.
Każde 19 na 20 osób, które próbują schudnąć poprzez dietę – wraca do poprzedniej (nad)wagi, a nawet ją zwiększa – dzięki efektowi ‘jo-jo’ (który jest związany z fizjologią).

Nasze próby odchudzania są jak nudny mecz, w którym nawyki żywieniowe ZAWSZE spuszczają łomot tzw. ‘diecie’ – wynikiem 19:1. Chyba że (!) w końcu wyciągniemy właściwe wnioski i zamiast udawać, że gramy (będąc na diecie) nauczymy się grać naprawdę – zmienimy nasze nawyki.

Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ słowo ‘dieta’ jest zwykle rozumiane jako ‘kuracja’ = pewien zamknięty okres w czasie, podczas którego ‘terapia’ doprowadzi do określonego efektu: pozbycia się nadwagi. Oznacza to, że z góry zakładamy, że po osiągnięciu tego efektu – kończymy leczenie: „Nie jestem już na diecie = mogę jeść, co chcę”.

Ostatecznie dieta – jako kuracja – NIE MOŻE być skuteczna, ponieważ MUSI się skończyć. To, co naprawdę się liczy i co naprawdę daje rezultaty, to nawyki żywieniowe – one się nie kończą.

* *

Tak więc – mieliśmy dość…
Nasze poszukiwania prawidłowego sposobu odżywiania trwały prawie dwa lata; w tym czasie oboje wciąż pracowaliśmy w naszych starych zawodach (trener biznesowy i menedżer medyczny) – ponieważ MÓWIĄC PACJENTOM PRAWDĘ – nie zarabialiśmy ani grosza. Pacjenci nie chcieli słuchać prawdy.

Piszę to z bólem, ale – tak, ludzie chcą być okłamywani.
Chcą, aby dietetyk mówił tylko to, co sami chcieliby od niego usłyszeć.

Przykład:

Kiedy dowiadują się, że nie powinni pić mleka (zwłaszcza mężczyźni, ponieważ picie mleka krowiego jest główną przyczyną raka prostaty) – natychmiast przerywają terapię.

Matka nakazywała im pić mleko, gdy byli dziećmi; sami zalecają mleko swoim dzieciom; co druga reklama zdrowego żywienia wspomina o mleku; ich lekarze zalecają, aby pili mleko; rządy dofinansowują ‘kubki mleka’ w szkołach, a firmy farmaceutyczne zajmują się produkcją jogurtów.

Kto chciałby słuchać wegańskiego ‘klauna’, któremu – nagle – nie pasuje mleko? I jeszcze mu za to płacić? Nikt!

1. Ludzie chcą usłyszeć, że mleko krowie jest zdrowe.

Cóż…, NIE jest! (Chyba że jesteś cielakiem.) Jeśli jesteś człowiekiem, możesz pić ludzkie mleko, ale sprytna natura ogranicza te możliwości do niemowlęctwa – z pewnością z jakiegoś ważnego powodu.

2. Ludzie chcą usłyszeć, że mleko zawiera wapń,
który przeciwdziała osteoporozie.

To też NIE jest prawdą! To znaczy jest, ale tylko do połowy. Istotnie – mleko zawiera wapń (~120 mg%), ale picie mleka przyczynia się raczej do powstawania osteoporozy niż do walki z nią – podobnie jak picie wody morskiej nie przyczynia się do walki z pragnieniem. Wyjaśnię ten mechanizm w innym artykule. 

3. Ludzie chcą usłyszeć, że mleko zawiera białko,
którego potrzebujemy.

Cóż, to również NIE jest prawdą! Nawet do połowy. To wielkie, bezwstydne kłamstwo! Mleko nie jest dobrym źródłem białka, ponieważ:
A) zawiera mało białka – mniej więcej tyle samo, ile zawierają warzywa i owoce,
B) głównym białkiem mleka (~80%) jest KAZEINA – ta sama, której działanie rakotwórcze zostało udowodnione niezliczoną ilość razy.  Prawda jest taka, że ​​kazeina zyskała sławę jako ‘najbardziej rozpowszechniony rakotwórczy produkt spożywczy”!)

I tak dalej, i tak dalej…

Ktoś mógłby zapytać: 
– Skoro mleko jest takie złe, to dlaczego ma tak silną reklamę?

I to byłoby dobre pytanie.
Odpowiedz sobie sama/sam na pytanie pokrewne: 
– Co powinna zrobić firma – korporacja, która zainwestowała w miliardy krów, które dają setki miliardów galonów mleka tygodniowo? Przyznać, że mleko to oszustwo? Czy finansować dalsze kłamstwa, pilnując, aby ludzie w nie wierzyli i wyśmiewając każdego, kto próbuje powiedzieć prawdę.

Większość ludzi wciąż nie jest gotowa, by usłyszeć prawdę na temat żywienia. I to jest nasze zadanie: pokazać im prawdę i sprawić, że poczują się niepewnie, poczują się zagubieni. Wtedy – niektórzy z nich – zaczynają słuchać, dyskutować i kłócić się. I to dobrze, to pierwszy krok. Te rzeczy dzieją się rozwojowo, a nie rewolucyjnie. Ludzie potrzebują powolnej, ale konsekwentnej edukacji, bez zmuszania ich do robienia czegokolwiek. Trzeba stworzyć tysiące blogów promujących zdrowie – w celu zwiększenia świadomości tego, ile chorób jest zależnych od diety. Ci, których przekonamy – zaczną kupować inaczej, a firmy spożywcze powoli przestawią się na produkcję tego, na co wzrośnie popyt. To chyba jedyny sposób.

I to już się dzieje!
Jeszcze pięć lat temu musieliśmy sami robić tofu i hummus, a na półkach sklepów w naszej okolicy mogliśmy znaleźć tylko mleko sojowe (mieszkamy w pobliżu Siewierza). Aby dowiedzieć się, jak smakuje bulgur lub amarantus – musieliśmy udać się do miasta i poszukać sklepu ze zdrową żywnością. 

Przy okazji – dość osobliwy fakt: importujemy amarantus z Ameryki Południowej, chociaż rośnie on w Europie jako chwast (‘szarłat wyniosły’ – znany już jako ‘zboże XXI wieku’). 

Obecnie wybór produktów zdrowotnych produkowanych masowo przez firmy spożywcze jest znacznie większy. Wiele rodzajów tofu, past sojowych i warzywnych, dań gotowych dla wegan i całych stoisk z oznakowaniem „Bio” – można znaleźć nawet w Siewierzu.

Nawiasem: nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego za napis ‘BIO’ na opakowaniu muszę trzykrotnie przepłacać. Czym różni się banan od banana ‘bio’? Dla mnie, dietetyka, to oczywiste – napisem ‘bio’. Ludzie zapewne sądzą, że jakieś tajemnicze, złowieszcze pestycydy przedostają się do owoców – tych bez metek ‘bio’ – czyniąc je diabelskimi… Tymczasem – cały diabeł tkwi w pani Jadzi z metkownicą…

Wracając do naszych życiowych wyborów:
Nie chcieliśmy okłamywać naszych pacjentów.
Musieliśmy jednak jakoś zarabiać na życie.

Zdecydowaliśmy się projektować i produkować torebki – oczywiście wegańskie, bo jakież inne torebki moglibyśmy produkować 🙂

ryh

nasze wegańskie torebki

Dodaj komentarz