Ryh

– Wasze projekty są zbyt niszowe..
– Wasze poncza są zbyt odważne. To oferta dla wąskiej grupy..
– Nie wiem, czy Bytom jest gotowy na taką ekstrawagancję..
– To się u nas nie sprzeda..

Tak właśnie brzmi feedback, jakim zasypują nas sprzedawcy butików, których odwiedzamy z propozycją współpracy. Cóż – nikt nie powiedział, że będzie łatwo 🙂

Owszem, nasze produkty są inne niż wszystko co wisi na półkach, ale przecież to właśnie odróżnia markę od odzieżowej ‘poprawności politycznej’ – jest inna, nietypowa, unikalna. Jedynie tej odmienności – widocznej na pierwszy rzut oka – zawdzięcza swoją tożsamość i to, że może nazwać siebie marką.

Nie chcę być świnią, ale – w mojej opinii – większość współcześnie powstających marek różni się jedynie… metką. W szwalniach zamawiają tzw. bejziki, do których – na rękawku, kołnierzyku czy gdzieśtam – doszywają haft swojego logo (kupionego od grafika za 200 zł). Ot i cała współczesna filozofia marki. 😉

Tak, mamy aspirację zostać ‘marką’.
Niekoniecznie z półki ‘wysokiej mody’ – tym bardziej, że oboje zupełnie nie rozumiemy tego zlepku słów. Marka – w jej właściwym znaczeniu – to nie metka, ale PROCES, rozpoczynający się na długo przed wykonaniem telefonu do szwalni i pochłaniający trudne do oszacowania zasoby energii.

Energia ta jest wypadkową ilości poświęconego czasu, twórczego wigoru, klęsk rezygnacji, bólu kompromisów, jedności ustępstw, a nawet pracy fizycznej. Marka to niezliczone godziny strawione przed Internetem na poszukiwaniu kontrahentów lub spędzone w samochodzie, w drodze do hurtowni. Marka to sukces, mierzony ilościami porażek, które zostawiasz za sobą, nie oglądając się wstecz.

Nasze kardigany

Nasza droga ku ‘inności’ rozpoczęła się w roku 2015 (dokładnie 8 lutego, o czym możesz przeczytać tu: LINK), kiedy powstał nasz pierwszy kolaż; to właśnie kolaże są punktem wyjścia dla wszystkich naszych produktów.

A więc:

Jak powstaje kardigan

Zaczynamy – jak się rzekło – od kolażu 🙂
Jego ‘produkcja’? (wstrętne słowo)… tworzenie trwa… różnie. Czasem tylko tydzień, czasem miesiąc – szczególnie, gdy wena bywa kapryśna. A bywa.

O tym jak powstają kolaże – innym razem. W tej chwili ważne jest to, że powstają, że w 100% robimy je sami i że jest ich już 64… albo 65 (sam się w tym gubię, bo kilka rozdaliśmy w prezencie).

Następnie kolaż jest fotografowany w odpowiednim świetle (w tym celu zgłębiłem, od biedy, tajniki fotografii i przystosowałem oświetlenie w naszym domku gospodarczym, służącym nam za foto-studio).

Fotografie całości są rozbijane na elementy, a pliki z elementami kolażu są następnie nakładane na komputerowy wykrój kardiganu w taki sposób, aby – po zszyciu – wzór motywu stanowił jedną całość. Staramy się osiągnąć wrażenie, jakby projekt powstawał na ubranej już w kardigan dziewczynie; wszystkie naturalne krzywizny sylwetki są uwzględniane w projekcie. Średni czas tworzenia wzoru to 2 tygodnie (ewentualnie tydzień, jeśli rzucimy wszystko inne i zajmiemy się wyłącznie projektem.)

Wykrój kardiganu stworzyliśmy sami drogą mozolnych prób i niekończących się przeróbek; w sumie – nieustannie dostrzegamy detale, które trzeba poprawiać.

Ukończony projekt całego kardiganu jest teraz ‘cięty’ na poszczególne elementy wykroju, a następnie – w uzgodnieniu z drukarnią – przygotowywany jest ‘powtarzalny’ plik, który będzie nanoszony na belę materiału.

Współpracujemy z dziewiarnio-drukarnią (Łódź), którą odnaleźliśmy na targach Fast Textile (Ptak Warsaw Expo), mamy więc możliwość wyboru dzianiny o interesującej nas gramaturze, na którą naniesiony zostanie zamówiony nadruk.

Po nadrukowaniu (i wydrapaniu) otrzymujemy całe belki dzianiny, które osobiście kroimy.

Wykroje uzupełniamy w odpowiednie akcesoria, np. lamówki (z Tychów), zamki (z Łódzi), wodziki (z Częstochowy), wszywki itp., i zawozimy do szwalni (Zabrze).

Po określonym czasie – odbieramy gotowe kardigany i…

Tak. Do tego momentu – wszystko było proste.

Teraz – trzeba sprzedać :))

1 komentarz

Dodaj komentarz