Pełnowartościowość niepełnowartościowa

Ryh

Tematyka dotycząca jakości białka – od zawsze wydawała mi się… podejrzana. Po pierwsze dlatego, że jestem uczulony na propagandę, a trochę zbyt dużo się o tym mówi i pisze, a po drugie – bo mam duszę obrazoburcy i nie ufam autorytetom. Aha, i po trzecie – ponieważ tzw. ‘wiedza powszechna’, której nikt nie ośmiela się podważać bardzo często bywa zwykłą, ohydną marketingową manipulacją.

Skąd w ogóle wziął się pomysł rozróżniania jakości białek?

Otóż ‘wiadomo powszechnie’, że spośród 20 ‚cegiełek’ (aminokwasów) budujących nasze białka – aż ośmiu (a dzieci nawet dziewięciu) nie potrafimy sami syntezować. Aminokwasy te nazwano egzogennymi, czyli takimi, które muszą być dostarczone z zewnątrz. ‘Powszechnie’ też ‘wiadomo’, że dwie kolejne cegiełki syntezujemy wyłącznie na bazie tych egzogennych, a z produkcją innych dwóch – miewamy kłopoty np. podczas chorób. Pozostaje raptem 7 z którymi teoretycznie nigdy nie miewamy problemu (tzw. endogenne).

Mając tak ugruntowane podstawy, ‘wiedza powszechna’ a priori uznaje za słuszny podział białek na pełno- i niepełnowartościowe.

Pełnowartościowe to oczywiście te, które zawierają wszystkie aminokwasy egzogenne w swoistym nadmiarze (białka zwierzęce), niepełną zaś wartość przyznaje się tym białkom, w których składzie zawartość tego czy tamtego aminokwasu egzogennego jest niższa. 

Do grupy białek ‘niepełnosprawnych’ (tzw. niepełnowartościowych) wiedza powszechna – bez mrugnięcia okiem* – zalicza WSZYSTKIE białka roślinne.

*) Nawiasem mówiąc, ten właśnie tryb
wnioskowania to najczęstszy błąd logiczny świata:
‘Spotkałem niebieskooką kobietę’. Wniosek:
‘Wszystkie kobiety mają niebieskie oczy’.

Otóż podział ten uważam za nielogiczny i niepotrzebny, a nawet szkodliwy. Zanim jednak wyjaśnię dlaczego – chcę pokazać ci pewną tabelę… 

Przeświadczenie o wyższości białka zwierzęcego nad roślinnym bierze się z przekonania, że jedynie ono zawiera pełną tablicę aminokwasów. 

Jest to NIEPRAWDA !

Udowodnię Ci to w ciągu najbliższych 30 sekund.

Poniższą tabelę opracowałem na podstawie danych Instytutu Żywności i Żywienia (’Tabele składu i wartości odżywczych żywności’, Wydawnictwo Lekarskie PZWL). Tabela zawiera 167 produktów roślinnych. Po prostu rzuć na nią okiem; to wystarczy.

Dla porównania – pierwsza linijka dotyczy składu mleka kobiecego – tegoż samego, które jest w stanie zapewnić noworodkowi podwojenie masy ciała w ciągu 4 miesięcy. 

Aby pobrać tabelę w większym formacie – kliknij na niej
prawym przyciskiem myszy i wybierz “zapisz grafikę jako…”

Tabela zawiera dane dotyczące 18/20 aminokwasów *, jednak wszystkie egzogenne są wyszczególnione. Zauważ, że niższe zawartości aminokwasów cechują te z produktów, które zawierają dużo wody – produktów zazwyczaj obfitujących w witaminy z grupy B i C (porównaj z suszem).

* – w zestawieniu brakuje cysteiny i homocysteiny, jednak wyszczególniona w
tabeli cystyna jest dimerem cysteiny, a homocysteina – powstaje przez
demetylację obecnej w tabeli metioniny. Czyli – zestawienie obejmuje
wszystkie (!) potrzebne do życia aminokwasy.

Jak widać – wyższość białka zwierzęcego nad roślinnym to nie tyle mit, co kłamstwo.

* *

Jak napisałem podział białek na pełno- i niepełnosprawne uważam za nielogiczny i niepotrzebny, a nawet szkodliwy.

Dlaczego nielogiczny?

A) Do produkcji aminokwasów potrzebny jest nam AZOT, który codziennie wydalamy w ilości odpowiadającej degradowanemu białku. Dostawcą tego azotu są aminokwasy z pożywienia. A więc tak czy siak musimy jeść aminokwasy, nie tylko te egzogenne – właśnie ze względu na bilans azotowy.

B) Podział białek na pełno- i niepełnowartościowe miałby sens tylko i wyłącznie wtedy, gdyby istniała konieczność odżywiania się wyłącznie jednym rodzajem produktu spożywczego przez miesiąc, rok, dekadę lub do końca życia. Konieczność taka oznacza jednak:

– po pierwsze: …raczej brak naszego wpływu na wybór menu,
– po drugie: gdybyśmy nawet mogli wybrać białko zwierzęce i wybralibyśmy je – i tak umarlibyśmy z powodu niedoborów niektórych witamin z grupy B, niektórych minerałów i nienasyconych kwasów tłuszczowych (chyba, że nasz wybór padłby na ryby). Pełnowartościowość białek zwierzęcych jest więc mocno niepełnowartościowa, gdyż dotyczy jedynie składu aminokwasowego.

Dlaczego niepotrzebny?

A) Naszym największym problemem – będącym jednocześnie przyczyną wielu chorób cywilizacyjnych, w tym otyłości – nie jest niedobór białka w diecie, ale coś dokładnie przeciwnego: jego nadmiar! Jaki sens ma roztrząsanie, który z aminokwasów możemy zjeść, a który musimy – skoro nasza codzienna ich porcja dwu-, trzy-, cztero-, a czasem i pięciokrotnie przekracza maksymalnie zalecaną dawkę?

B) Nikt przy zdrowych zmysłach nigdy nie będzie szacował ilości i jakości aminokwasów w każdym swoim posiłku.

Dlaczego szkodliwy?

A) Podział białek na pełno- i niepełnowartościowe – wykorzystywany jest (od dziesięcioleci) przez producentów żywności odzwierzęcej do nieuczciwej propagandy marketingowej, która z roku na rok pogłębia pandemię zespołu metabolicznego i powiązanych z nim jednostek chorobowych.

B) Propaganda o której mowa doprowadziła do tego, że:

– część ludzkości (wcale nie taka niewielka!) utożsamia białko wyłącznie z produktami odzwierzęcymi (mięso, sery, jaja, mleko, ryby)

– pozostali – a więc ci, którzy w ogóle wiedzą o istnieniu białka roślinnego – uważają je za niepełnowartościowe = złe, w przeciwieństwie do białka dobrego = pełnowartościowego = zwierzęcego.

C) ‚Pełnowartościowe’ białko zwierzęce praktycznie zawsze występuje w tandemie w tłuszczami nasyconymi i cholesterolem, których – na dobrą sprawę – w ogóle nie powinniśmy jadać. 

ITD…

Ludzie… Dziewczyny… Chłopacy…
My – ‘the people’ – jesteśmy ro-śli-no-żer-ca-mi przecież…

Świadczy o tym nie tylko a) nasze uzębienie (siekacze i trzonowe) b) długość przewodu pokarmowego (mięsożercy mają krótszy, by resztki nie zalegały w jelitach) i to, że c) nie magazynujemy witamin z grupy B i C (obfite w świecie roślin), a tylko A,D,E,K (rozpuszczalne w tłuszczach, rzadkie w świecie roślin).

Świadczy o tym też fakt, że po prostu nie lubimy mięsa (!!!): Aby je w ogóle przełknąć, musimy je przyprawić i ugotować, usmażyć, udusić, uwędzić lub upiec. (Widział ktoś grillującego lwa?)

Więc jakim cudem białko roślinne miałoby być dla nas… niepełnowartościowe?

* *

Uff.. Myślę, że wstępnie nakreśliłem swoje stanowisko.

A teraz najważniejsze: ZDROWOTNE oblicze swoistego dietetycznego absurdu, jakim jest dzielenie białek na pełno- i niepełnowartościowe:

XXI wiek – czasy pandemii dobrobytu – rozkwitają w nas pod postacią… tzw. ZESPOŁU METABOLICZNEGO.

Zespół metaboliczny to współwystępowanie wielu jednostek chorobowych, z których jedna pociąga następną; pierwszym z klocków domina jest prawie zawsze niewłaściwe odżywianie. Zespół obejmuje m.in.: otyłość, insulinooporność, cukrzycę typu II, hipercholesterolemię, hipertriglicerydemię, miażdżycę, chorobę niedokrwienną serca, nadciśnienie tętnicze, zawał mięśnia sercowego, udar mózgu, niektóre nowotwory.

Decydującą rolę w powstawaniu zespołu metabolicznego mają produkty odzwierzęce, czyli dokładnie te, które każe się nam nazywać pełnowartościowymi.

Tymczasem każda (!) cząsteczka cholesterolu i 99% cząsteczek tłuszczów nasyconych, jakie kiedykolwiek zjedliśmy – pochodziły właśnie od zwierząt.

Najwyraźniej pakiet pełnowartościowości białek zwierzęcych – obejmuje też raka, udar i zawał – all inclusive.

Podczas, gdy białko zwierzęce praktycznie zawsze występuje w towarzystwie cholesterolu i tłuszczów nasyconych – białka roślinne o ich istnieniu dowiadują się dopiero na naszej patelni lub talerzu. Jednak właśnie te białka każe się nam określać jako… niepełnowartościowe.

Zapamiętajmy:
Naturalne produkty roślinne nie są gorszym, ale LEPSZYM dostawcą białka od produktów zwierzęcych, gdyż z ich spożyciem nie tylko nie wiążą się wspomniane wyżej niebezpieczeństwa zdrowotne, ale wręcz – im zapobiegają.

Będziemy o tym wiele mówić na naszym blogu.

* *

Na koniec – obalmy kolejny mit i porównajmy białka roślinne ze zwierzęcymi pod kątem ich zawartości w pokarmach:

W kwestii zawartości białka warzywa i owoce dorównują mleku, zboża – jajom, grzyby i orzechy konkurują z mięsem, a strączkowce – z serami.

* *

Podsumowując:
Podstawową zasadą prawidłowego odżywiania się zawsze była, jest i będzie różnorodność. To właśnie ona w sposób naturalny wymusza komplementarność (wzajemne uzupełnianie się) spożywanych przez nas składników pokarmowych.

Dotyczy to przecież również białek: niedobór jakiegoś aminokwasu w jednym rodzaju białka – wyrównywany jest obfitym występowaniem tegoż aminokwasu w białku z innego źródła. A wszechpotężnym strażnikiem pełnowartościowości naszych posiłków – jest tzw. APETYT (dzisiaj na to, jutro na tamto).